Wszystko, co na Dniach Białołęki świeciło z ekranów, wyszło od nas. A kiedy ruszyły koncerty, zamieniliśmy montażownię na aparat i kamerę. Dwa dni, jedna ekipa, cała wizualna strona wydarzenia.
Zanim na scenę wszedł zespół, ekran odliczał do zera. To odliczanie zrobiliśmy my.
Dzielnica Białołęka oddała nam całą wizualną stronę swojego święta: dwóch dni koncertów, pikniku i tłumu pod sceną. Nasza robota zaczęła się dużo wcześniej: od grafik promujących wydarzenie i filmów, które potem grały na scenicznych ekranach. Skończyła się filmem podsumowującym, który zamknął całość.
Animowane logo, które buduje się z cząsteczek. Odliczanie, po którym tłum wie, że zaraz się zacznie. Seria spotów „Białołęka. Brzmi…”: różnorodnie, zaskakująco, kulturalnie, wspólnie. Do tego plansze partnerów i mapa dzielnicy, która sprawdza obecność osiedle po osiedlu.
Obok: kilkadziesiąt sekund z tego, co leciało na scenie. Bez dźwięku, żeby nie zagłuszać tego, co czytasz.
Cztery etapy. Jedna ekipa przez wszystkie.
Grafiki do promocji wydarzenia, w jednej linii wizualnej z logo Dni Białołęki. Żeby plakat, post i ekran na scenie wyglądały jak jedna rodzina, a nie przypadkowi znajomi.
Kilkanaście filmów na sceniczne ekrany: animacje logo, spoty, odliczania, plansze partnerów. Wszystko w poziomie, gotowe do odpalenia w odpowiednim momencie programu.
Koordynacja wizualna w trakcie wydarzenia, a do tego zdjęcia i nagrania. Było mokro, scena lśniła od wody, a pod barierkami i tak stał tłum w kapturach. Nikt nie przyszedł dla pogody.
Film podsumowujący Dni Białołęki 2026. Szybki montaż, dużo energii, zero nudy. Wydarzenie się skończyło, a film dalej robi swoje.